Konto po Wuju

W znanym cyklu reklam jednego z polskich banków oglądamy drwali, podróżujących na gapę w czyimś samochodzie i pijących wódkę, przy akompaniamencie piosenki ,.Siekiera, motyka”, słyszymy również o koncie, dziedziczonym rzekomo po naszym krewnym i  poznajemy Św. Krzysztofa, czuwającego nad bezpieczną jazdą młodego kierowcy.

Oto pierwszy filmik: dwóch znajomych siedzi na kanapie i prowadzi rozmowę. Między mężczyznami zasiadł sporego wzrostu jegomość, cechujący się wielkimi, siwymi wąsiskami i dość oldschoolowym strojem. Jeden z panów, pijąc herbatę ze szklanki, zwierza się, że prowadzenie konta wymaga wielu formalności oraz dodatkowych nakładów finansowych. Drugi z kumpli, obsługujący właśnie swój laptop, oburza się: – To po wuju masz to konto! – Skoro posiada ono tak wiele niedogodności, musiało zostać odziedziczone jako relikt z dawnej epoki bankowości.

Na te słowa sędziwy Wuj spogląda wymownie na młodsze pokolenie, zajmujące się tak ważnymi, a – zdawałoby się – nieskomplikowanymi sprawami. Bratanek Wuja zapewnia, iż konto sobie sam założył, jednak nie przewidział, że dostęp online do własnych pieniędzy jest – w dzisiejszych czasach – koniecznością i powinien się należeć każdemu użytkownikowi konta. Podobnie jak 0% prowizji plus bezpłatna infolinia bankowa, dostępna 24 h na dobę. Na te słowa Wujowi i jego bratankowi pozostaje już tylko energicznie zamieszać herbatę i porozumiewawczo westchnąć. Reklama śmieszy, zaskakuje grą słów.

Podobna sytuacja ma miejsce w tym nagraniu: http://www.youtube.com/watch?v=bU1VS7Ektu4&feature=related, w którym mężczyzna – okularnik denerwuje się, gdy jego współpasażer podkręca w aucie muzykę, poklepuje kierowcę po ramieniu i zagaduje dziewczyny, idące chodnikiem. Niefrasobliwym pasażerem okazuje się sam Św. Krzysztof, który zestresowanemu towarzyszowi poleca tanie ubezpieczenie w jednym z polskich banków. W ten sposób „kolega Krzysztofa” nie będzie się bał stłuczki czy kolizji, bo zakupiona polisa na oc auta chroni go przed ewentualnymi konsekwencjami wypadków drogowych. Jak zapewnia sam Święty, nie można być jak – wieziony na tylnym siedzeniu – baran, tylko wybierać najkorzystniejszą dla siebie ofertę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *